Jak telewizja oceniała swoje podejście do Adamowicza? Etyczne. Fragment książki „TVPropaganda. Za kulisami TVP” Mariusza Kowalewskiego. 

Więcej o książce na stronach wydawnictwa Arbitror.

Komisja Etyki to twór, który ma stać na straży rzetelności dziennikarskiej w telewizji publicznej.

„Komisja Etyki TVP S.A. jest formą samokontroli środowiska telewizyjnego. Jej rola polega na upowszechnieniu wśród dziennikarzy TVP przekonania, że przestrzeganie standardów etycznych jest równie ważne, jak sprawność warsztatowa oraz walory intelektualne i formalne” – tak pisze o niej na swych stronach TVP.

Komisja składa się z ośmiu osób. Powołuje je zarząd na wniosek poszczególnych agencji TVP. Ja do Komisji Etyki trafiłem na wniosek Jarosława Olechowskiego, miałem w niej być przedstawicielem Telewizyjnej Agencji Informacyjnej. Razem ze mną zgłoszono wtedy Dariusza Bohatkiewicza i Danutę Holecką. Jeszcze przed przejęciem władzy w TVP przez PiS praca w komisji była prestiżowa, zapewniała bezpieczeństwo i niezależność. Dziennikarz, który w niej zasiadał, nie mógł być zwolniony z pracy. To miało gwarantować, że na członków komisji nie będzie można wywierać żadnych nacisków. Później zapis ten zmieniono. Członka Komisji Etyki nic już nie chroni. Może być zwolniony w dowolnym momencie.

Skargi do komisji najczęściej piszą widzowie, ale czasem też bohaterowie materiałów. Są one różne, komuś się nie podoba, jak został pokazany w materiale telewizyjnym, ktoś inny skarży się na złamanie zasad rzetelnego dziennikarstwa.

 

 

Jedną ze spraw, którą zajmowaliśmy się w Komisji Etyki, była skarga na Łukasza Sitka, znanego z sond przeprowadzanych do Minęła 20. O dziennikarzu zrobiło się głośno, kiedy bezpardonowo atakował Pawła Adamowicza, prezydenta Gdańska. Raz, biegnąc za samorządowcem, wypytywał go o to, co jego nazwisko robi na liście Amber Gold. Problem w tym, że na owych listach rzeczywiście była osoba o tym nazwisku, ale nie był nią prezydent Gdańska. Innym razem, idąc za prezydentem, krzyczał: „Panie prezydencie, spodziewa się pan zarzutów w związku z przyjęciem łapówek od deweloperów?”.

Styl przygotowywanych przez niego materiałów był w TVP akceptowany. Mało tego, Jacek Kurski przyznał mu w 2018 roku nagrodę w wysokości 10 tys. zł.

Jednak Adamowicz skarg do Komisji Etyki nie pisał. Zrobił to Jacek Karnowski, prezydent Sopotu. Poszło o materiał Sitka, który opowiadał o kontrowersjach wokół budowy parkingu w sopockim Parku Północnym i został wyemitowany w programie Panorama TVP3 Gdańsk. Wypowiadały się w nim osoby przeciwne inwestycji i Anna Dyksińska z Wydziału Promocji i Komunikacji UM w Sopocie. Ale wypowiedź urzędniczki została przycięta. Przedstawiono tylko fragment, w którym kobieta jąka się i zacina.

I właśnie tym miała się zająć Komisja Etyki. Problem z komisją jest jednak taki, że nie może nikogo zmusić do stawienia się przed nią ani do wydania oryginału nagrań. I właśnie z tego skorzystał gdański oddział TVP. Kiedy komisja poprosiła dyrekcję ośrodka o przekazanie zapisu całego wywiadu z Dyksińską, dostała odpowiedź, że wszystko, co mieli do przekazania, już nam dali. A dostaliśmy tylko materiał pokazany na antenie. Wysłaliśmy kolejne pismo, w którym prosiliśmy o przekazanie całości nagrania Sitka z urzędniczką. Odpowiedź z Gdańska była krótka: oryginału nagrania nie ma. Z tego co pamiętam, twierdzili, że zostało skasowane, a dysk, na którym się znajdowało, był później wykorzystywany przy innych produkcjach.

Sprawą Sitka zajmowaliśmy się przez kilka kolejnych posiedzeń komisji. W końcu musieliśmy podjąć decyzję, czy złamał zasady rzetelności i etyki dziennikarskiej panującej w TVP, czy też nie. Sitek w wyjaśnieniach przysłanych komisji upierał się, że postąpił zgodnie z kodeksem etyki TVP. Niczego nie zmanipulował, niczego nie wycinał. Do swojego pisma dołączył też opinię Jacka Kurskiego, prezesa TVP, który bronił dziennikarza w odpowiedzi na interpelację poselską: „W opublikowanym fragmencie przyznała [Dyksińska – przyp. red.], że nie wie, co powiedzieć. Zrobiła to z taką szczerością i w tak naturalny sposób, iż jej wypowiedź została potraktowana jako stanowisko Urzędu Miasta”.

W dniu, kiedy komisja pierwszy raz głosowała nad tym, czy ukarać dziennikarza, czy też nie, nie brałem udziału w jej posiedzeniu, bo byliśmy wtedy na finiszu prac przy nowych programach dla TVP Info. Wynik głosowania niczego nie rozstrzygnął: dwie osoby były za ukaraniem, dwie się wstrzymały, dwie były przeciw. Trzeba było zrobić powtórne głosowanie. Stało się to 13 września. Obejrzeliśmy jeszcze raz cały materiał. Mój głos był taki, że Sitek złamał zasady etyki TVP. Wątpliwości nabrał też Bohatkiewicz, który podczas pierwszego głosowania się wstrzymał, a teraz poprosił o dodatkowy czas do namysłu.

Kiedy okazało się, że głosowanie jest dla Sitka niekorzystne, głos zabrała Danuta Holecka. W jej wypowiedzi nie było argumentów merytorycznych. Mówiła tylko o tym, że skoro Jacek Kurski, prezes TVP, uznał, że Sitek dochował staranności dziennikarskiej, to my nie możemy być teraz przeciwko.

Posiedzenie zakończyło się tym, że sprawą Sitka komisja zajmie się jeszcze raz na kolejnym spotkaniu. Na to następne spotkanie już jednak nie dotarłem. Zostałem bowiem zwolniony z pracy. Ale Sitek ostatecznie przez Komisję ukarany nie został.
Przed sprawą Sitka zajmowaliśmy się wpadką Samuela Pereiry i prowadzonego przez niego portalu tvp.info. Chodziło o zdjęcie ilustrujące artykuł o lekarzu z Rumii, który napisał na kartce wywieszonej na drzwiach gabinetu, w którym przyjmował pacjentów: „W tym gabinecie nie obsługujemy pacjentów z PiS, ponieważ wyposażenie zostało zakupione z dotacji funduszy WOŚP”. Zdanie to opatrzył jeszcze dodatkowo komentarzem „a co nie mogę”.

Problem w tym, że na zdjęciu widniał nie lekarz z Rumii, ale znany krakowski pediatra prof. Mikołaj Spodaryk z podpisem niebudzącym wątpliwości, o kogo chodzi: „Lekarz nie chce leczyć pacjentów z PiS sprzętem od WOŚP”. Profesor napisał skargę do Komisji Etyki, która zajęła się nią 18 stycznia 2018 roku. Niestety i tu okazało się, że można bezkarnie ignorować prośby komisji. Wielokrotnie pisaliśmy bowiem do redakcji portalu, by wskazała osobę, która 16 stycznia 2018 roku, czyli w dniu publikacji zdjęcia, prowadziła wydanie. Jednak kierowana przez Samuela Pereirę redakcja apele komisji zignorowała. Udało nam się zdobyć nawet grafik dyżurów z feralnego dnia. Ale i to na nic, bo dostaliśmy odpowiedź, że redakcja nie jest w stanie ustalić, kto konkretnie umieścił to zdjęcie.

Ostatecznie podjęliśmy decyzję, że portal złamał zasady etyki dziennikarskiej. Jako winnych zaniedbań wskazaliśmy Samuela Pereirę, jako naczelnego serwisu, i Michała Rybickiego – szefa wydawców. To oni, naszym zdaniem, byli odpowiedzialni za pracę zespołu. Ale w komunikacie z prac komisji, opublikowanym w dniu 22 sierpnia 2018 roku na stronie TVP, ta informacja się nie znalazła.

„W związku z tym Komisja wdrożyła postępowanie wyjaśniające i zapoznała się z zaskarżonymi tekstami opublikowanymi na portalu TVP.Info w dniu 16 stycznia 2018 r. oraz z odpowiedzią Zespołu Twoje Info przekazaną Profesorowi Mikołajowi Spodarykowi, datowaną na dzień 18 stycznia 2018 r. Komisja, mimo wielu prób, nie uzyskała stanowiska w tej sprawie ze strony właściwej redakcji i przełożonych dziennikarzy w niej pracujących […] Na posiedzeniu w dniu 19 lipca 2018 roku Komisja zamknęła postępowanie w tej sprawie i uznała, że publikacja narusza zapisy zawarte w rozdziale IV «Zasad etyki dziennikarskiej» obowiązujących w TVP, które głoszą, że: «Przy zbieraniu i opracowywaniu materiałów dziennikarz nie może posługiwać się metodami nagannymi moralnie i sprzecznymi z prawem. Zachowuje przy tym szczególną staranność i rzetelność, zwłaszcza sprawdza wiarygodność uzyskanych wiadomości lub podaje ich źródło […]». Autorzy, poprzez zilustrowanie zdjęciem profesora Mikołaja Spodaryka tekstów opublikowanych na portalu TVP.Info, wprowadzili widzów w błąd, sugerując, że to skarżący jest lekarzem, który drzwi swojego gabinetu opatrzył informacją: «W tym gabinecie nie obsługujemy pacjentów z PiS, ponieważ wyposażenie zostało zakupione z dotacji funduszy WOŚP». Z przyczyn podanych wyżej Komisja nie ustaliła, kto personalnie ponosi odpowiedzialność za opublikowany materiał”.

 

Tekst pochodzi z książki M.Kowalewski: „TVPropaganda. Za kulisami TVP” wyd. Arbitror (Warszawa 2019). Z tekstu usunięto przypisy.

Więcej o książce na stronach wydawnictwa Arbitror.